Nic nie jest dane na zawsze

Nie wiem od kiedy Donald Tusk zaczął marzyć o prezydenturze, ale zapewne teraza za dużo o niej myśli. To bardzo źle, destrukcyjnie wpływa na niego i na poczynania nie tylko jego, ale i partii, i przede wszystkim rządu. Jest to stan dryfu politycznego, w który Tusk postawił zarówno siebie, rząd, a przede wszystkim państwo. Może się to dla niego bardzo źle skończyć.

Po wygraniu wyborów w 2007 roku, Tusk zapowiadał, że będzie chciał mocno osłabić Prawo i Sprawiedliwość. Jak się okazało, nie udało się to w pełni, a jak pokazały wybory do Parlamentu Europejskiego, Prawo i Sprawiedliwość, choć mocno zahibernowane na poziomie około 25% poparcia społecznego, stanowi dalej poważną konkurencję polityczną. Brak determinacji i perspektywicznego myślenia Tuska i jego otoczenia, spowodował, że konkurencja za to pojawiła się z innej strony – ze strony Stronnictwa Demokratycznego. Formacji politycznej, która już dziś jawi się jako partia drugiego wyboru dla klasycznego elektoratu Platformy Obywatelskiej, czyli młodzieży i inteligencji. I nie wykluczone, że już wkrótce zagości w sercach i umysłach.

Platforma Obywatelska i jej politycy nic nie zrobili przez okres już ponad półtora roku od przejęcie władzy, aby entuzjazm społeczny i zaufanie młodzieży i inteligencji zamienić w trwałe związki i fundament swojej polityki społecznej. PO nie ma żadnego programu, który by się bezpośrednio odnosił do konkretnych grup wyborców. Nie został zbudowany, nawet w formie haseł i jasnych przekazów, żaden program, który mógłby być podstawą do wykorzystania kapitału społecznego, jak tkwi w ludziach młodych. Hasła modernizacji państwa, integracji europejskiej, nowoczesności to jeszcze mało, aby stworzyć sieć zaufania do PO – a przede wszystkim do państwa – i uczynić wyborców partii grupą lojalną wobec niej.

Kryzys ekonomiczny jak do tej pory omija elektorat PO, ale niewykluczone, że druga połowa roku może być gorsza, jeżeli chodzi o młodych i lepiej wykształconych Polaków. I wtedy zaczną się oni rozglądać, za partią i politykami, którzy nie będą tylko nieobciachowi wizualnie, ale również będą mieli do zaproponowania konkrety.

PO utraciło zdolność “podążania za elektoratem” i odczytywania jego potrzeb. Brak dialogu, czy inaczej – brak narracji zgodnej z odczuciami społecznymi – to poważny błąd, świadczący się o wyrodzeniu się partii.

Problemem Platformy Obywatelskiej, podobnie jak wcześniej PiS, jak zresztą wszystkich partii politycznych, które w Polsce rządziły po roku 1989, jest to, że w momencie objęcia władzy stają się one partiami władzy – bo partiami aparatu są od dawna. Partia próbuje się przypodobać poszczególnym grupom społecznym, wyborcom, czy w sposób koniunkturalny pewnym układom politycznym, zamiast prowadzić politykę otwartą, prospołeczną i inicjatywną. PO nie może walczyć o wyborców, którzy plasują się na pozycjach konserwatyzmu społecznego (i nie chodzi tu wcale tylko o elektorat PiS), musi się skupić i promować ludzi młodych, otwartych, aktywnych. Niestety, pewien rodzaju serwilizm wobec zachowawczych struktur w państwie, w tym Kościoła, każe PO nie podejmować trudnych społecznie tematów. Jeżeli już pod naciskiem chwili, lub okoliczności, takie decyzje podejmuje – mają one niewiele wspólnego z poglądami szeroko rozumianego elektoratu liberalnego – który w Polsce się wzmacnia.

Można śmiało powiedzieć, że Donald Tusk sam sobie wyhodował konkurencję pod postacią Pawła Piskorskiego i Andrzeja Olechowskiego. Nie udało się tego pierwszego skompromitować, za to podrażniono jego ambicje, które znalazły ujście w budowie, a właściwie rewitalizacji Stronnictwa Demokratycznego. Zaplecze finansowe, jaki daje majątek tej partii (oceniany różnie – od 100 do nawet… 350 milionów złotych), plus zdolności organizacyjne Piskorskiego, jego determinacja, a także efekt “nowości”, mogą dać nieoczekiwane efekty. Efekty wymierne ilościowo, w oddanych głosach w trzech zbliżających się wyborach; w 2010 roku prezydenckich i samorządowych, w 2011 roku – parlamentarnych.

Pojawił się Andrzej Olechowski, polityk, który w 2001 zakładał Platformę Obywatelską. Olechowski od dawna ma bardzo krytyczny stosunek do stylu i metod prowadzenie przez Donalda Tuska partii, a ponieważ Donald Tusk nie potrafił znaleźć z nim wspólnego języka, stał się on frontmanem SD i może być jej kandydatem do fotela prezydenta w przyszłorocznych wyborach.

SD i jego szefowie mają największą szansę, od czasu powołania do życia Platformy Obywatelskiej, na na rozbicie spetryfikowanego przez ordynację wyborczą i zasady finansowania partii polska scenę polityczną. Paweł Piskorski w tej grze jest rozgrywającym i jego partia jest podstawą organizacyjną. Stronnictwo Demokratyczne nie może jednak budować wokół siebie żadnego konsorcjum partyjnego, porozumienia, koalicji. SD nie może być kolejną iteracją Unii Wolności, Unii Demokratycznej, musi być partią XXI wieku, czytelną, nowoczesną, liberalną, otwartą światopoglądowo, europejską.

Jeden ze znanych specjalistów, analityków polskiej sceny politycznej, Eryki Mistewicz twierdzi, że nowa formacja polityczna będzie stanowiła głównie problem dla Prawa i Sprawiedliwości. Jest to błędny pogląd, zakładający, że, po pierwsze SD dla zdobycia elektoratu stanie się partią populistyczną, po drugie, że Platforma Obywatelska ma stały, twardy i wierny elektorat. Tak nie jest. To właśnie PO i lewica będą główną pożywką dla działalności nowej formacji. Nowe Stronnictwo Demokratyczne będzie partią centrową, skierowana do środowisk miejskich, do ludzi z przedziału 20 – 50 lat, jej ideą będzie reprezentowanie różnych środowisk. Niestety, dziś PO przestało reprezentować określone grupy społeczeństwa i działać na ich korzyść, lecz stało się bardzo zbliżoną do PiS partią aparatu.

Platforma Obywatelska straci w ciągu najbliższego pół roku nie tylko wysokie poparcie elektoratu. Straci również poparcie mediów i środowisk opiniotwórczych.

Przyczyną odwrócenia się mediów od PO jest to, że w czasie swojego rządu nie udało się jej przeprowadzić żadnych rozsądnych projektów restrukturyzacyjnych, a w kilku dziedzinach poniosła ewidentne porażki. Te najważniejsze problemy, które rzutują na ocenę mediów wobec PO, to sprawa reformy ochrony zdrowia, szkolnictwa (nieudana próba obniżenia wieku wejścia dzieci do szkoły podstawowej), “porażająca” niekompetencja w rozwiązaniu problemu mediów publicznych, a przede wszystkim brak reformy finansów publicznych i niemrawe reagowanie na kryzys ekonomiczny. Ostatnie sygnały i ton komentarzy wobec poczynań rządu, a szczególnie ministrów Rostowskiego, Grada i Grabarczyka świadczą o tym, że taryfa ulgowa się już wobec tej formacji skończyła. I nie działa straszak, że jeżeli nie PO, to kto? Pojawiła się po prostu alternatywa. Innym przykładem drażnienia Donalda Tuska przez media, głównie przez “Gazetę Wyborczą” jest ranking kandydatów do prezydentury, gdzie wyjęta z kapelusza Jolanta Kwaśniewska stała się dla Donalda Tuska poważną konkurencją, wprawdzie tylko medialną, ale świadczącą, że nic, a już na pewno wielkość poparcia społecznego nie jest dane na zawsze.

Środowisko Platformy Obywatelskiej zostało oskrzydlone z dwóch stron. Z jednej, nazwanej umownie prawicą, przez PiS, i z drugiej, przez SD. I w związku z tym, że kryzys może wreszcie odciągnąć część elektoratu, który oczekiwał od PO pomocy w trudnych czasach i działań stabilizacyjnych. Inni, zrażeni marazmem i bylejakością PO odejdą do nowej formacji, która będzie bardziej liberalna i bardziej wyrazista.

Partia Donalda Tuska jednak może mieć najpoważniejsze problemy ze sprawami natury światopoglądowej.

Dyskusje na temat in vitro, jak to w Polsce, skręciły z zagadnień natury czysto medycznej w sferę polityki. Nie może być kompromisu w tej sprawie. Wynika to z radykalnego pojmowania problemu ochrony życia, gdzie Kościół nie może i nie chce dopuścić do rozplenienia się poglądu, że dawcą życia jest nie Bóg, tylko istota ludzka.

Projekt autorstwa posła Jarosława Gowina zakłada, że zostanie wprowadzony zakaz mnożenia i mrożenia zarodków, co z kolei prowadzi do tego, że kobieta za każdą próbą będzie musiała przechodzić terapię hormonalną. Jednocześnie ustawa ma wprowadzić zakaz diagnostyki preimplantacyjnej, że może prowadzić do znacznych uszkodzeń płodów i zwiększonej liczby poronień. I ten projekt może być przyczyną problemu PO, ponieważ jeżeli by został przegłosowany w Sejmie głosami części posłów PO i PiS, może wepchnąć partię w ramy partii antymodernizacyjnej.

W szeregi PO wkrada się nerwowość, o czym świadczy reakcja na ostatnie rewelacje Gromosława Czempińskiego, że jakoby to on miał być siłą sprawczą powołania w roku 2000 Platformy Obywatelskiej, jak i wygrzebanie “kwitów” na Pawła Piskorskiego z przed 17 lat… Tylko, że obie te sprawy szyte były tak grubym ściegiem, że nikt specjalnie nie dał sie na nie złapać. Temat udziału Czempińskiego, człowieka, który jest znajomym wielu, w tworzeniu PO, jest znany od lat. Jego niefrasobliwe stwierdzenie, że namówił Donalda Tuska i Andrzeja Olechowskiego do nowego projektu politycznego, to nie tylko próba wyprzedzenia ataku na premiera, że był inspirowany przez służby specjalne dawnego PRL, ale również zwrócenie uwagi na to, że ma on również za pazuchą inne rewelacje. I mam wrażenie, że te rewelacje nie dotyczą wcale polityków PO, ani SD… lecz Prawa i Sprawiedliwości.

Czy Donalda Tuska będzie stać na rewitalizację programu, a przede wszystkim na głębokie zmiany w rządzie i polityczną ucieczkę do przodu? Obawiam się, że nie.

Koteria polityczna, jaka się wokół Donalda Tuska wytworzyła, układ zależności może skutecznie zablokować konieczne zmiany. A siła inercji sukcesów wyborczych, w 2007 i 2009 roku, w zderzeniu z kryzysem i konkurencją już się skończyła.

Azrael

Wpis opublikowaliśmy 20 lipca 2009

Zobacz koniecznie!